Publicystyka filmowa
Oceniamy wszystkie filmy WYREŻYSEROWANE przez SYLVESTRA STALLONE’A
Odkryj niezwykłe filmy WYREŻYSEROWANE przez SYLVESTRA STALLONE’A, który nie tylko gra, ale i reżyseruje z pasją w sercu.
Sylvester Stallone kończy dziś 74 lata. Z okazji jego urodzin rok temu próbowałem przekonać nieprzekonanych, jak dobrym potrafi być aktorem. Dziś przedstawić chciałbym jeszcze inną stronę tej żywej legendy – Stallone’a jako reżysera. Nie każdy być może o tym wie, ale w latach 70. i 80. twórca dość regularnie stawał po drugiej strony kamery, a do reżyserskiej aktywności powrócił w pierwszej dekadzie XXI wieku. W sumie Sylvester Stallone wyreżyserował dość, uważam, imponują liczbę ośmiu filmów.
Poniżej przedstawię i krótko ocenię każdy z nich.
Paradise Alley (1978)
Historia trzech braci, którzy w latach 40. próbują wyrwać się z nowojorskiego Hell’s Kitchen. Reżyserski debiut Sylvestra Stallone’a, do którego twórca napisał także scenariusz, w którym wcielił się w główną rolę oraz – bo dlaczego by nie – wykonał towarzyszącą napisom początkowym piosenkę.
Co warto wiedzieć, scenariusz powstał jeszcze przed tym do oscarowego Rocky’ego, a zrealizowany został dopiero po jego sukcesie. Według anegdot Stallone był tak nieprzygotowany do roli reżysera, że zdarzały się sytuacje, w których cała ekipa czekała, aż ten w końcu przypomni sobie, że musi krzyknąć „akcja”, a na montażowym stole został tak przytłoczony przez studio, że zgodził się na wycięcie czterdziestu – jak twierdzi – istotnych scen. Ostatecznie film został zmiażdżony przez krytykę, dziś słusznie jest przez świat zapomniany, a sam Stallone powiedzieć miał, że nie powinien go wtedy kręcić ani też występować w jednej z głównych ról.
Rzeczywiście, całość jest kuriozalnie niedobra. Trudno dostrzec nawet najmniejszy plus tej kiepsko zrealizowanej, niepewnie wyreżyserowanej, nieangażującej historii. Chociaż na pewno fani Rocky’ego znajdą tu pewne tropy późniejszego (jeśli chodzi o pisanie scenariuszy) dzieła Stallone’a, co stanowi pewnego rodzaju wartość, a miłośnicy Toma Waitsa muszą wiedzieć, że muzyk właśnie tu debiutował aktorsko.
②
Rocky II (1979)
Każdy fan filmów o Rockym wie, że chociaż osią fabuły zawsze jest boks, to tak naprawdę traktują one o uniwersalnej walce z samym sobą, pokonywaniu słabości i podnoszeniu się po kolejnych zadanych przez życie ciosach. Świetnie się zatem złożyło, że po absolutnej porażce Paradise Alley Stallone nie przestał wierzyć w swoje siły i wyreżyserował właśnie sequel Rocky’ego. Oczywiście zagrał również główną rolę i – podobnie jak miało to miejsce w części pierwszej – był autorem scenariusza. Rocky II nosi znamiona typowego sequela. Kurczowo trzyma się sukcesu oryginału, przedstawiając bliźniaczą fabułę, która tym razem kręci się wokół rewanżu pojedynku z Apollo Creedem.
Stallone – reżyserko dużo bardziej pewny – sprawnie kopiuje klimat pierwszego filmu, udanie zastępując na stanowisku Johna G. Avildsena. I chociaż przyznaję, że – właśnie ze względu na brak własnego charakteru – jest to przeze mnie najmniej lubiana część serii, to wciąż udany, zwyczajnie dobry film. Szczególnie ostatni akt potrafi wywołać w widzu porządne emocje.
⑦
Rocky III (1982)
Sylvester Stallone miał napisać scenariusz do trzeciej (i w jego założeniach ostatniej) części Rocky’ego bezpośrednio po zakończeniu pracy nad skryptem części poprzedniej. I chociaż rzeczywiście sama historia nie różni się znacząco od dotychczasowych – tym razem Balboa dostaje po prostu nowego przeciwnika, nowego trenera i ponownie musi odbudować formę i straconego ducha walki – to realizacyjnie film wyraźnie wita postać w latach 80.
Rocky III to film dużo bardziej dynamiczny, teledyskowy (to w tej odsłonie usłyszeć możemy kultowe „Eye Of The Tiger” amerykańskiej grupy Survivor) i zanurzony w etosie groteskowej męskości. Sylvester Stallone jako reżyser, być może nieco zaskakująco, odnajduje się w tej stylistyce jak ryba w wodzie, w końcu realizując projekt, w którym czuć określony styl i który nie jest po prostu kolejną kopią oryginalnego Rocky’ego. W moim odczuciu najlepszy film Stallone’a wśród tych, które wyreżyserował w minionym stuleciu.
⑦
Pozostać żywym (1983)
Pierwszy (i ostatni) film wyreżyserowany przez Stallone’a, w którym nie zagrał głównej roli – przeciwnie, jego obecność po drugiej stronie ekranu ogranicza się do symbolicznego epizodu – a także pierwszy, do którego nie napisał samodzielnie scenariusza (pozostając jednak współscenarzystą). Pozostać żywym to sequel kultowej Gorączki sobotniej nocy z Johnem Travoltą i co ciekawe to właśnie ten gwiazdor – zachwycony Rockym III – namówić miał producentów na złożenie propozycji reżyserii Stallone’owi.
Niestety, nie udało się powtórzyć ani sukcesu Gorączki sobotniej nocy, ani filmów o Rockym – film został zmiażdżony przez krytykę („imponujące” zero procent na Rotten Tomatoes). W pełni zresztą zasłużenie – to kiepski film z absurdalnie źle napisanym protagonistą, który jest – mówiąc wprost – odrzucającym, zadufanym w sobie i seksistowskim dupkiem. Z drugiej strony reżysersko Stallone ponownie świetnie radzi sobie w teledyskowej konwencji całości. Jednym zdaniem? Obłędnie satysfakcjonujące guilty pleasure.
⑤
Rocky IV (1985)
P0 tym, jak kolejne odejście od Rocky’ego okazało się dla Stallone’a w roli scenarzysty i reżysera kolejną porażką, powrócił on do kultowej serii. Czwarta odsłona to kolejny film ze Stallone’em w potrójnej roli – scenarzysty, reżysera i oczywiście odtwórcy tytułowej postaci. Tym razem Rocky wyjeżdża do Związku Radzieckiego, by stoczyć walkę z tamtejszym mistrzem i tym samym pomścić swojego zmarłego przyjaciela (oraz trochę walczyć z komunizmem). Rocky IV to film iście absurdalny. Krótki, teledyskowy (tym razem niemal dosłownie – całe sekwencje podyktowane są tu utworom muzycznym), z pretekstową fabułą, która wpisała się w obecną w wielu amerykańskich filmach lat 80.
zimną wojnę między USA a ZSRR. Całość jest tak niedorzeczna, że albo od początku przestaniemy traktować ją poważnie (w tym filmie pojawia się robot!), albo nie uda nam się seansem cieszyć. Mnie na szczęście taka stylistyka bardzo odpowiada i o ile pierwszy seans Rocky’ego IV wspominam niemal jako traumatyczny, o tyle każda powtórka wywołuje u mnie wyłącznie dziecięcą radość. Ostatni film wyreżyserowany przez Stallone’a w XX wieku.
⑦
Rocky Balboa (2006)
Po niemal 20 latach przerwy (w tym czasie napisał za to jeszcze kilka scenariuszy, w tym m.in. do Rocky’ego V, gdzie na stołek reżyserski powrócił autor kultowej części pierwszej) Sylvester Stallone wraca do reżyserii i tym samym do swojej kultowej postaci. Rocky Balboa to (kolejne i – jak wiemy – nie ostatnie) pożegnanie z tą postacią.
W moim odczuciu zdecydowanie najlepszy sequel oryginalnego filmu i najlepszy wyreżyserowany przez Stallone’a film. Udało się tu połączyć mocno sentymentalny i nostalgiczny nastrój z uzupełnieniem drogi Rocky’ego o bardzo satysfakcjonujący rozdział, w którym bohater zmierzyć musi się z własnym przemijaniem. Przepiękny, wzruszający film z bardzo dobrym scenariuszem, znakomitym aktorsko Stallone’em i kilkoma realizacyjnymi nowościami (np. stylistyczne zabiegi w finałowej walce). Wszystko wskazuje na to, że to ostatni wyreżyserowany przez Stallone’a film o tej postaci (nawet jeśli raz na jakiś czas mówi o chęci realizacji siódemki).
⑨
John Rambo (2008)
Zachęcony sukcesem reaktywacji postaci Rocky’ego, Stallone postanowił wrócić do swojej kolejnej kultowej postaci – Johna Rambo. Co zaskakujące – jako że nie stał po drugiej stronie kamery przy żadnej z poprzednich odsłon – także jako reżyser. Współtworzył również scenariusz oraz naturalnie ponownie wcielił się w tytułową postać. W tej odsłonie serii John Rambo musiał zmierzyć się z birmańskimi żołnierzami, którzy więżą chrześcijańskich misjonarzy. Film zebrał raczej kiepskie recenzje i nie zadowolił fanów marki. Osobiście mocno byłem tym obrotem spraw zaskoczony, bo chociaż film ma swoje problemy (głównie realizacyjne), to całość bardzo mi się podobała.
Ba! Bardziej niż klasyczne odsłony. Stallone ujął mnie bezkompromisowością swojej wizji, która uczyniła film niezwykle charakternym i trudnym do zapomnienia, a dosadne sceny akcji bardzo satysfakcjonującym.
⑦
Niezniszczalni (2010)
W sierpniu tego roku świętować będziemy dziesięciolecie premiery ostatniego wyreżyserowanego przez Stallone’a projektu. Swoistego dopełnienia jego trylogii powrotów. Po Rockym i Rambo sięgnął po reaktywację innego kalibru – przywrócił na ekran weteranów kina ery VHS (i wsparł kilkoma współczesnymi nazwiskami). Oprócz Stallone’a w Niezniszczalnych zobaczyć mogliśmy Jasona Stathama, Jeta Li, Dolpha Lundgrena, Erica Robertsa czy Mickeya Rourke’a.
I chociaż sam zamysł był ciekawy, to trochę przestrzelony – grupa najemników nijak ma się do klasycznego motywu pod tytułem „jeden człowiek kontra armia” (jak filmy o Rambo czy Komando z Arnoldem Schwarzeneggerem). To po pierwsze. Po drugie – poziom przemocy niebezpiecznie zbliżał się do tej z Johna Rambo, co do obranej konwencji w ogóle nie pasowało. Ostatecznie powstał B-klasowy średniak, o którym kino pamięta dziś tylko dzięki imponującej obsadzie. Ta powróciła zresztą jeszcze w dwóch – niereżyserowanych już przez Stallone’a – sequelach.
③
Kilka lat temu pisano, że Sylvester Stallone wyreżyserować ma (oraz zagrać u boku Adama Drivera) ekranizację autobiografii weterana wojennego Travisa Millisa. Nie wiemy jednak, czy projekt rzeczywiście doczeka się realizacji. Z kolei w 2019 roku Stallone wspomniał, że ma pomysł na siódmą część Rocky’ego, w której Balboa miałby trenować nielegalnie przebywającego na terenie USA imigranta. Nie zdradził jednak, czy byłby zainteresowany reżyserią filmu. A zatem na ten moment jego reżyserska kariera zamyka się w ośmiu filmach. Filmach znanych, kultowych, charakterystycznych.
Wśród nich zaledwie dwa filmy oryginalne i aż sześć sequeli. Do każdego z nich tworzył (lub współtworzył) scenariusz, w siedmiu wcielił się w główną rolę. Chociaż poziom produkcji nie był równy, to w każdym projekcie widać wyraźnie to, co charakteryzuje każdą dziedzinę aktywności zawodowej Stallone’a – pasję tworzenia.
